sobota, 20 grudnia 2014

Chapter 10

NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!
***
Andy pożegnał się już z większością gości, którzy po dwóch godzinach świetnej zabawy musieli wracać do własnych domów. W salonie zostali tylko Niall z Emmą, Harry i Matt z Louis'em, by pomóc w sprzątaniu jedynemu Andy'emu. Emma ogarniała stół wraz z Matt'em, Niall lenił się na kanapie, a Harry przyglądał się małemu brunetowi, który rozmawiał z jubilatem.
- Gapisz się na niego jak sroka w gnat. - blondyn przerwał ciszę dzielącą dwóch przyjaciół. Chłopak tylko posłał mu zdawkowe spojrzenie i westchnął popijając resztkę złotego, już wygazowanego trunku. - I wiesz co Ci powiem? - nie odpuszczał przemowy, uniósł się do pozycji siedzącej i poprawił koszulę. - Jesteś głupi. Tak, jesteś. Kochasz go? To walcz, a zachowujesz się jak baba, myślisz, że SMS'y pomogą? Najwyżej zmieni numer. Jeśli z nim nie wyjaśnisz wszystkiego, ja to zrobię. - zgarbiona postać odwróciła się do niego ze zranionym wyrazem twarzy. Zaczerwienione oczy i nerwowe tiki dłonią mówiły, jak bardzo jest zdenerwowany. Zmarszczył  brwi.
- Myślisz, że to takie proste... - powoli usiadł bliżej przyjaciela. - Myślisz, że jest mu lepiej beze mnie? - szepnął kładąc głowę na jego ramieniu, ale tak delikatnie, by nikt nie pytał co może się dziać Harry'emu.
- Myślę... że nie. On próbuje zapomnieć. - szczerze odpowiedział. lecz wiedział, że to może zaboleć lokowatego. Kiedy zauważyli, że Emma się zbliża, szybko ogarnął cisnące się łzy w oczach i usiadł prosto lekko chrząkając.
- O czym tak plotkujecie? - na oparciu kanapy przysiadła zgrabnie dziewczyna, rozmiatając dłonią włosy niebieskookiego. Braterska para spojrzała na nią z lekkim uśmiechem, a blondyn przyciągnął ją za talie do swojego boku kiwając głową.
- O niczym. A wy już skończyliście? - podniósł brew rozglądając się za czwartym i piątym gościem tej imprezy.
- Mhmm, tak. - uśmiechnęła się, a trójka nieobecnych dotychczas osób przyszła do nich, nie zaprzestawając dość burzliwej dyskusji, na niewiadome tematy. Kiedy wszyscy już znajdowali się w jednym miejscu, powstała niezręczna cisza. Jako pierwsza wstała Emma, pociągając za sobą Niall'a z zielono-różowej kanapy, kompletnie nie pasującej do wystroju. Poprawiła rozpuszczone włosy i uśmiechnęła się leniwie do wszystkich towarzyszy. Pożegnali się i po chwili wyszli.
***
Ciche stukanie obcasów rozlegało się po klatce schodowej bloku, z którego wychodzili. Brunetka była lekko spięta, ciężko odetchnęła spoglądając na chłopaka. Odwzajemnił spojrzenie, a ona uśmiechnęła się dla niepoznaki. Przez chwilę szli w ciszy, aż trafili do wyjścia z zaniedbanego budynku śmierdzącego dymem papierosowym i szczochami. Tuż za drzwiami wyjściowymi znajdował się chodnik prowadzący w stronę parkingu, niedaleko parku. W połowie drogi, złapał ją za dłoń i prowadził w stronę przejścia przez drogę.
- Nie idziemy do samochodu? - zdziwiła się.
- Nie. - uśmiechnął się szeroko, znów ją onieśmielając. Jeszcze się nie przyzwyczaiła, do jego idealnych rysów, które tak ją pociągały. Przytaknęła znów zagłębiając się w myślach. Po niedługim czasie byli już w środku parku, siedząc na ławce. Dziewczyna ściągnęła szpilki i przytuliła się w bok obejmującego ją mężczyzny, kuląc nogi pod pośladki. Z niedaleko położonej restauracji leciała cicho piosenka Nat King Cole'a. Mimo tego, że była już połowa jesieni, było bardzo ciepło. Wokół rozciągały się lampki i co kilkanaście metrów duże lampy ogrodowe, nadające otoczeniu półmrok. Martwo patrzyła w punkt na deptaku przed nimi. Czuła się świetnie, wręcz niebywale, ale coś nie dawało jej spokoju.
- Niall? - zapytała cicho.
- Tak? - mruknął.
- Co jest między nami? - usiadła tak, by widzieć jego twarz. Poprawił się.
- To znaczy? - spojrzał uważnie w jej oczy. W sumie, nie chciał by kontynuowała. Nie chciał by cokolwiek mówili, chciał ją przytulać, całować i mieć blisko. Bez szufladkowania i rozumienia. Ona jakby zrozumiała, pokręciła głową przecząco i znów położyła się na jego klatce. 
- Już nic. - szepnęła. Uśmiechnął się pod nosem i pocałował ją w czubek głowy, lekko zaciągając się zapachem jej perfum. 
***
Matt i Andy grali w fifę na Xbox'ie, a Styles mył naczynia, cicho nucąc coś pod nosem. Zagłębiony w umyśle, szorował szczotką następny talerz. 
- Musisz tak na mnie patrzeć? - w pomieszczeniu rozległ się głos. Chłopak odwrócił głowę i ujrzał Louisa oglądającego nerwowo paznokcie przy stole. Jego nogi na barmańskim stołku nie dosięgały oparcia na stopy. a jeden z czarnych Vansów był rozwiązany. Mała znerwicowana postać nie miała odwagi by spojrzeć w stronę umięśnionego i wysokiego zielonookiego. Harold odstawił wszystko do zlewu i wycierając ręce oparł się plecami o blat.
- Tak, to znaczy jak? - mruknął.
- Dobrze wiesz. - powiedział i delikatnie podniósł oczy. Sylwetka chłopaka opartego o kuchenny mebel zaczęła przemieszczać się w jego stronę. Długowłosy opadł na stołek naprzeciwko niego.
- Lou, ja nie mogę tak żyć, ja, ja potrzebuję być z Tobą. Zrozum, ja żałuję, ja się zmie... - nie pozwolił mu dokończyć.
- Skończ. - zaszkliły mu się oczy. - Trzeba było pomyśleć, zanim... - nie zatrzymał łez. Mężczyzna podszedł do niego szybko, chcąc objąć towarzysza, ale ten go odepchnął. Spojrzał na niego smutno, ale poważnie.
- Powiedz, że mnie nie kochasz, a dam Ci spokój. - patrzył mu prosto w oczy, oczekując odpowiedzi, gdy do kuchni wszedł Matt.
- Loui, idziemy? - uśmiechnął się lekko.
- Tak, idę. - powiedział cicho i omijając rozmówcę, wyszedł z kuchni wraz z partnerem. Za drzwiami rozlegały się słowa pożegnania, wołano chłopaka, ale ten nie odpowiedział. Były towarzysz opadł na krzesło wykończony i schował głowę w dłoniach. "Ja pierdole" zdało się jeszcze słyszeć, z cichnącego jęku przegranej.
***
Witajcie. Przepraszam za tak długą nieobecność ale nie miałam kompletnie czasu ani siły, może wam się to wydawać samolubne ale naprawdę, nie miałam jak wziąć się za siebie, by dalej prowadzić tego bloga. Teraz, kiedy mam przerwę świąteczną i niedługo także ferie, postaram się jakoś to nadrobić. Bardzo przepraszam i mam nadzieję, że rozdział będzie w miarę dobry. xo